Artur Łambucki

Palić zacząłem w 1999 r. jako osoba już „dorosła“, mając 19 lat. Na początku popalałem, potem już poszło samo. Paczka za paczką, gdy miałem na studiach wybór – zjeść czy zapalić, wybierałem papierosy. Dziewczyna, która została następnie moją żoną, cały czas powtarzała że się truję, że marnuję pieniądze, że śmierdzę…wiedziałem o tym, ale nałóg był silniejszy. Och, rzucałem, wiele razy. Gumy…żułem dwie na raz z papierosem między zębami. Jakieś elektroprądy…szarlataneria, palić mi się chciało jesze bardziej. Spróbowałem w końcu pastylek z cytyzyną…i wróciłem do palenia z podwójną siłą. Przed „rzuceniem“ paliłem paczkę, po powrocie dobijałem do dwóch, a czasem wręcz brakowało. W wieku 30 lat.

Dawniej sportowiec-amator, piłka nożna, turystyka rowerowa – dziennie nieraz i 200 – 300 km. Wycieczki po 1500 – 2000 km z przyjaciółmi, takimi samymi zapaleńcami. A po 10 latach palenia? Zadyszka na drugim piętrze. Ciągłe charczenie w oskrzelach. Kaszel. I jakoś tak wieczorami moja żona też nie wydawała się tak atrakcyjna jak dawniej. Szczególnie że wciąż słyszałem od niej jak straszliwie śmierdzę a o pocałunku nie ma mowy, woli wylizać popielniczkę. Przykre uczucie, gdy na powitanie, po powrocie z pracy, żona i córka odwracają głowy i wychodzą do innego pomieszczenia. W 2012 r. urodził się mój syn. Paliłem już prawie 2,5-3 paczek. Któregoś dnia żona po prostu zapytała, bez złośliwości, jak ja mogę brać go na ręce przesiąknięte na wylot nikotyną, całować go w główkę tak strasznie śmierdzącymi ustami. Coś pękło. Nie umiałem rzucić metodami farmaceutycznymi ani alternatywnymi, więc zacząłem szukać. I znalazłem – waperosy, zwane niesłusznie e-papierosami. Nic sie w nich nie pali, nie ma dymu, ilość toksyn mniejsza o całe rzędy wielkości.

26.09.2012 r. wypaliłem dwa ostatnie papierosy z paczki i rozpakowałem przesyłkę że sklepu, zamówioną przez internet. Zestaw polecono mi na jednym z forów internetowych. Skręciłem go, zalałem i od tego czasu nie palę. Zaczynałem od kupna płynów z zawartością 18 mg nikotyny na ml, teraz zszedłem do 4-6 mg/ml. Kupowałem płyny gotowe, teraz robię je sam. Na papierosy wydawałem 500-700 zł miesięcznie, teraz wydaję na wapowanie góra 50 zł.

Ale to drobiazgi. Co ważne: po kilku miesiącach odzyskałem węch i smak – wtedy dopiero poczułem, jak niemiłosiernie palacze śmierdzą. W tym momencie zapach niskiej jakości papierosa wywołuje u mnie odruch wymiotny. Po kilku kolejnych miesiącach wrócił oddech – znów miałem kondycję! Wnieść wózek pod jedną pachą, dziecko pod drugą a torbę na plecach na 4 piętro? Biegusiem, bez zadyszki i poganiając żartobliwie żonę żeby z tyłu nie zostawała. Nagle urwały się regularne infekcje dróg oddechowych, prawie całkowicie ustało chrapanie, minęły problemy ze snem, w niepamięć odeszły wahania ciśnienia. Córka i synek mówią mi czasem: o tato, ale ładnie pachniesz!

A moja piękna, atrakcyjna żona? „O, nowy płyn? Twoje usta smakują pomarańczą…“